17 lipiec, Środa
Podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się wokół siebie, próbując sobie przypomnieć, jak to się stało, że tutaj zasnęłam. Kiedy w końcu zdołałam sobie, że usnęłam podczas mojej "randki" z Lou, miałam sobie po prostu ochotę zapaść pod ziemię. Albo ponownie usnąć na kanapie, na której dosyć przyjemnie mi się spało. Jednak to, że była wygoda nie zmieniała faktu, że po spędzeniu na niej całej nocy, byłam strasznie obolała.
Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czemu Louis nie mógł mnie zanieść do mojego łóżka. Mój mózg zdecydowanie nie najlepiej pracował dzisiejszego poranka, gdyż o tym, że śpię na górze przypomniałam sobie po dłuższej chwili. Chociaż mógł zanieść do jakiegoś pokoju na dole. Wtedy Zayn, albo Liam spędziłby tę jedną noc u mnie. Dla nich nie byłaby to taka tragedia, a ja nie byłabym tak poturbowana. W zasadzie mogli mnie nawet obudzić. Nie byłoby to takie proste, bo śpię kamiennym snem, ale...
- Dzień dobry, śpiochu! - Louis szedł w moją stronę z wielkim kubkiem parującego napoju. Jak podejrzewałam było to kakao, które przy okazji nie było za dobre. Okej, ono nawet nie zasługiwało na miano kakao, ale co jakiś czas popijałam jego łyki, bo nie chciałam sprawić przykrości chłopakowi.
- Śpiochu? Która właściwie jest godzina? - spytałam, próbując powstrzymać ziewanie. Z marnym skutkiem.
Miałam zamiar dzisiaj trochę pobiegać. Ale jak widać na załączonym obrazku, los kpi sobie z moich planów, bo jakoś nigdy nie mam szans na robienie rzeczy, na które mam ochotę.
- Dochodzi dziesiąta, ale nie przejmuj się tym. Oprócz nas na nogach jest tylko Liam. Reszta... Jakby to delikatnie ująć? Odreagowuje wczorajszą imprezę.
- Chyba raczej walczy z jej skutkami - dodał ze śmiechem wchodzący do pokoju Liam.
- Jest aż tak źle? - spytałam, walcząc z uśmiechem, który cisnął się na moje usta. Nie wiem czemu, ale dzisiejszego poranka ograniczałam się do pytań.
- Jeśli nie gorzej - Payne zachichotał pod nosem. Odnosiłam niejasne wrażenie, że ich cierpienie go bawiło.
- Nie przesadzajmy. To po prostu delikatny kac. Przeżyją.
Wtedy jakby na zaprzeczenie jego słowom ze swojego pokoju wyłonił się Zayn, który kurczowo trzymał się za głowę.
- Umieram. Moja głowa pęka. Czuję się, jakby wierciły w niej setki młotów pneumatycznych!
- Nie śmiałbym wątpić w to, czy przeżyją - Liam zaniósł się śmiechem, czym spowodował grymas na twarzy mulata.
- Nigdy nawet nie słyszałeś, jak pracują młoty pneumatyczne - wycedził przez zaciśnięte zęby mój chłopak.
***
- Wiesz, mogłeś mnie zanieść przynajmniej do pokoju Liama. Rozumiem, że Zayn mógł być niezdolny do dotarcia do mojego pokoju, ale sądzę, że Liam dałby radę - powiedziałam, kiedy wreszcie zostałam sam na sam z moim chłopakiem.
Już od jakiegoś czasu, a dokładniej od śniadania, siedzieliśmy u niego w pokoju. Leżeliśmy razem i uporczywie wpatrywaliśmy się w ekran laptopa. Chcieliśmy obejrzeć jakiś film, ale z tego nic nie wyszło. Nie mogliśmy się zdecydować na nic konkretnego. Dlatego też siedzieliśmy na jego profilu na Twitterze. Osobiście czegoś takiego nie posiadałam. Za dużo czasu spędzałam na buntowaniu się, żeby robić wszystko to, co robiły nastolatki w moim wieku. Dlatego też musiał mi wszystko wyjaśniać.
Louis napisał coś głupiego, sądząc przy tym, że reakcja ludzi na jego tweet będzie przezabawna. Dosłownie po sekundzie dostał już pierwsze odpowiedzi. Niektórzy ludzie odpisywali mu również sobie żartując. Jeszcze inni pisali, że jest bardzo zabawny. A reszta po prostu pisała, że go kocha. W tym tłumie odnalazłam parę wypowiedzi w moim ojczystym języku.
Naprawdę byłam pod wrażeniem tego, w jaki sposób Louis oddziałuje na fanki. Albo raczej tego, jak cały zespół na nie oddziałuje, bo po minucie na Niall też coś napisał, wywołując u ludzi podobne reakcje.
- Chcieliśmy to zrobić, ale nie należysz do najlżejszych osób - dogryzł mi.
Uniosłam się odrobinę do góry i oparłam się na moich łokciach. Już po paru sekundach pozycja wydała mi się strasznie niewygodna, ale nie miałam zamiaru jej zmieniać.
- Sądzisz, że powinnam zacząć się odchudzać? - spytałam, podnosząc przy tym brwi do góry.
- Strata paru kilogramów z pewnością by ci nie zaszkodziła.
Obróciłam się do niego plecami. Wiedziałam, że chłopak sobie tylko żartował, ale chciałam się z nim odrobinę podroczyć. W końcu on sobie żartował z mojej wagi. Takie coś nie przejdzie żadnemu chłopakowi.
- Obiecuję, że nad tym poważnie pomyślę - burknęłam pod nosem, ale byłam pewna, że dosyć głośno.
Usłyszałam jakieś szmery. Z pewnością chłopak przewracał się z boku na bok, bo łóżko uginało się pod jego ciężarem. Zadrżałam, kiedy poczułam na swoim karku delikatne muśnięcia. Nie musiałam się nawet głowić nad tym, co on próbuje robić. Zdecydowanie to były jego udobruchania mnie.
- Ja tylko żartowałem... Wiesz o tym, prawda?
Powoli odwróciłam się w jego stronę i przytaknęłam głową. Swoim zachowaniem wywołam u niego szczery uśmiech, który był naprawdę piękny.
- Mam fajny pomysł na spędzenie dzisiejszego popołudnia - powiedziałam niepewnie.
- Ja tylko żartowałem... Wiesz o tym, prawda?
Powoli odwróciłam się w jego stronę i przytaknęłam głową. Swoim zachowaniem wywołam u niego szczery uśmiech, który był naprawdę piękny.
- Mam fajny pomysł na spędzenie dzisiejszego popołudnia - powiedziałam niepewnie.
***
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - Louis spojrzał na mnie, próbując się upewnić, czy na pewno wiem, co zamierzam zrobić. Czy zdawałam sobie sprawę, jak trwałe będzie to, co zaraz zrobię.
Ale ja byłam pewna. Myślałam nad tym już od dłuższego czasu. Właściwie odkąd skończyłam czternaście lat planowałam to. Zastanawiałam się nad tym, co to będzie, a przede wszystkim, gdzie go umieszczę. Moi rodzice jednak wściekali się za każdym razem, kiedy tylko o tym wspominałam. Jednak niedzielna rozmowa z moim chłopakiem zachęciła mnie do tego. Zwłaszcza, że teraz już wiedziałam, co chciałabym zapamiętać.
Mój pierwszy tatuaż. Już wiedziałam, że to będzie właśnie to słowo. "Remember". Może niektórym wydać się głupie to, że chce wytatuować sobie właśnie to. Dla mnie miało to jednak głębszy sens, bo chciałam zapamiętać. Zapamiętać te wakacje. Zapamiętać tych wspaniałych ludzi, których poznałam. Zapamiętać Londyn. Zapamiętać Lou.
Nie byłam taka głupia. Nie oszukiwałam się, że nasza miłość będzie trwać wiecznie. Szanse na to, że będziemy parą po tych wakacjach były dla mnie naprawdę nikłe. Jeśli nie powiedzieć, że znikome. On wróci do swojego życia, a ja wrócę do swojego.
On wróci do ciężkiej pracy; do całonocnych koncertów; do tłumów fanek. Tymczasem ja najprawdopodobniej wrócę po prostu do domu. Będę opiekować się mamą. Nie będę musiała w najbliższym czasie szukać jakiejkolwiek pracy. Mój ojczym nie należał do słabo zarabiających osób. Będę więc mogła poświęcić cały swój wolny czas mamie.
Przestałam się już oszukiwać, że mam w ogóle jakieś szansę, żeby dostać się do Juilliarda. Nie chodziło o to, że nie wierzyłam w umiejętności Nialla. Chłopaki z pewnością byli bardzo wpływowi i znali odpowiednie osoby. Załatwienie dla mnie przesłuchania z pewnością nie należy, więc w ich przypadku, do trudniejszego zadania. Jednak nie ćwiczyłam przez tyle czasu... Poza tym miałam teraz trochę inne priorytety. Musiałam się zająć moją mamą.
- Jak najbardziej - przytaknęłam i złapałam go za rękę. Wolną dłonią pchnęłam drzwi i weszłam do środka.
Pomieszczenie, w który się znajdowałam, przyprawiło mnie o ciarki. Ściany były białe. Żadnych ciemnych plam. Były po prostu całe białe. Na ścianach wisiały zdjęcia, zegary i różnego rodzaju obrazy. Z pewnością to przez nie na moim ciele pojawiły się ciarki. W szczególności przez jeden z nich. Cały był utrzymany w ciemnych kolorach. Przedstawiał jakąś kobietę ubraną w łachmany. Klęczała przy wielkim i przerażającym klonie, trzymając coś w ręce. Po bliższym przyjrzeniu doszłam do wniosku, że jest to dłoń małego chłopczyk, który biegł za nią.
- Henry ma fioła na punkcie tego obrazu - wytłumaczył Louis i delikatnie ścisnął moją dłoń. Chyba próbował mnie tym gestem pokrzepić. Szkoda tylko, że to nie za bardzo pomogło. Nadal byłam wystraszona. Nie bałam się tyle samego procesu powstawania tatuażu, ile gościa, który miał mi go wykonać. Kto normalny lubi takie obrazy?
Moje nogi były jak z waty, ale jakimś cudem dotarłam do pomieszczenia, gdzie siedział ten facet. Z wyglądu nie przypominał żadnego przerażającego typka. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat i nie należał do najbrzydszych mężczyzn. Miał ciemne włosy, które były w totalnym nieładzie. Ubrany był w ciemne, wytarte jeansy i i T-shirt, który odsłaniał jego liczne dziary na rękach.
- To tobie będę dzisiaj robił pierwszy tatuaż? - rzucił w moją stronę, kiedy już przywitał się z moim chłopakiem.
- Tak - powiedziałam z trudem, bo w gardle stanęła mi jakaś gula. Do tej pory nie myślałam głębiej nad tym, jakie będą konsekwencje wykonania tego tatuażu. W końcu będę miała go do końca życia. To znaczy, chyba będę go mogła usunąć, ale słyszałam o tym, że to strasznie bolesne. Teraz to już drżałam.
- Hej, uspokój się. Wszystko będzie dobrze - obiecał owy Henry. Wydawał się być naprawdę sympatyczny - Może masz do mnie jakieś pytania, co?
Nie musiał długo czekać, aż zadałam mu pierwsze z nich. Właściwie to zalałam go masą pytań, ale na każde z nich udzielił mi odpowiedzi. Kiedy już się wszystkiego dowiedziałam, znowu byłam optymistycznie nastawiona do sytuacji. Dlatego już po pięciu minutach siedziałam na kanapie i tłumaczyłam, jaki miał być mój tatuaż. Po parunastu minutach wspólnie wszystko ustaliliśmy. Śliczny napis "Remember" na karku.
Zajęłam miejsce na krzesełku i z niecierpiętliwością czekałam, aż ten cały proces się zacznie. Louis przyklęknął koło mnie i nie puszczając mojej ręki, obserwował poczynania tatuażysty. Henry popsikał mi czymś dziwnym skórę, gdzie miała znajdować się moja pierwsza dziara. Otarł miejsce ręcznikiem papierowym i posmarował jakąś maścią, by potem przyłożyć kalkę hektograficzną. Następnie podniósł do ręki dziwną maszynę i przyłożył mi ją do karku, uprzednio zdążył mnie jeszcze uprzedzić, że mogę poczuć w tym miejscu nieprzyjemne drapanie lub swędzenie.
- Umm... Jasne - odpowiedział i już pozował z nimi do zdjęć, a ja stanęłam po drugiej stronie aparatu. Po paru pstryknięciach nadeszło nieuniknione, bowiem dziewczyny zapytały się chłopaka, o mnie. Kim ja właściwie dla niego jestem.
Ale ja byłam pewna. Myślałam nad tym już od dłuższego czasu. Właściwie odkąd skończyłam czternaście lat planowałam to. Zastanawiałam się nad tym, co to będzie, a przede wszystkim, gdzie go umieszczę. Moi rodzice jednak wściekali się za każdym razem, kiedy tylko o tym wspominałam. Jednak niedzielna rozmowa z moim chłopakiem zachęciła mnie do tego. Zwłaszcza, że teraz już wiedziałam, co chciałabym zapamiętać.
Mój pierwszy tatuaż. Już wiedziałam, że to będzie właśnie to słowo. "Remember". Może niektórym wydać się głupie to, że chce wytatuować sobie właśnie to. Dla mnie miało to jednak głębszy sens, bo chciałam zapamiętać. Zapamiętać te wakacje. Zapamiętać tych wspaniałych ludzi, których poznałam. Zapamiętać Londyn. Zapamiętać Lou.
Nie byłam taka głupia. Nie oszukiwałam się, że nasza miłość będzie trwać wiecznie. Szanse na to, że będziemy parą po tych wakacjach były dla mnie naprawdę nikłe. Jeśli nie powiedzieć, że znikome. On wróci do swojego życia, a ja wrócę do swojego.
On wróci do ciężkiej pracy; do całonocnych koncertów; do tłumów fanek. Tymczasem ja najprawdopodobniej wrócę po prostu do domu. Będę opiekować się mamą. Nie będę musiała w najbliższym czasie szukać jakiejkolwiek pracy. Mój ojczym nie należał do słabo zarabiających osób. Będę więc mogła poświęcić cały swój wolny czas mamie.
Przestałam się już oszukiwać, że mam w ogóle jakieś szansę, żeby dostać się do Juilliarda. Nie chodziło o to, że nie wierzyłam w umiejętności Nialla. Chłopaki z pewnością byli bardzo wpływowi i znali odpowiednie osoby. Załatwienie dla mnie przesłuchania z pewnością nie należy, więc w ich przypadku, do trudniejszego zadania. Jednak nie ćwiczyłam przez tyle czasu... Poza tym miałam teraz trochę inne priorytety. Musiałam się zająć moją mamą.
- Jak najbardziej - przytaknęłam i złapałam go za rękę. Wolną dłonią pchnęłam drzwi i weszłam do środka.
Pomieszczenie, w który się znajdowałam, przyprawiło mnie o ciarki. Ściany były białe. Żadnych ciemnych plam. Były po prostu całe białe. Na ścianach wisiały zdjęcia, zegary i różnego rodzaju obrazy. Z pewnością to przez nie na moim ciele pojawiły się ciarki. W szczególności przez jeden z nich. Cały był utrzymany w ciemnych kolorach. Przedstawiał jakąś kobietę ubraną w łachmany. Klęczała przy wielkim i przerażającym klonie, trzymając coś w ręce. Po bliższym przyjrzeniu doszłam do wniosku, że jest to dłoń małego chłopczyk, który biegł za nią.
- Henry ma fioła na punkcie tego obrazu - wytłumaczył Louis i delikatnie ścisnął moją dłoń. Chyba próbował mnie tym gestem pokrzepić. Szkoda tylko, że to nie za bardzo pomogło. Nadal byłam wystraszona. Nie bałam się tyle samego procesu powstawania tatuażu, ile gościa, który miał mi go wykonać. Kto normalny lubi takie obrazy?
Moje nogi były jak z waty, ale jakimś cudem dotarłam do pomieszczenia, gdzie siedział ten facet. Z wyglądu nie przypominał żadnego przerażającego typka. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat i nie należał do najbrzydszych mężczyzn. Miał ciemne włosy, które były w totalnym nieładzie. Ubrany był w ciemne, wytarte jeansy i i T-shirt, który odsłaniał jego liczne dziary na rękach.
- To tobie będę dzisiaj robił pierwszy tatuaż? - rzucił w moją stronę, kiedy już przywitał się z moim chłopakiem.
- Tak - powiedziałam z trudem, bo w gardle stanęła mi jakaś gula. Do tej pory nie myślałam głębiej nad tym, jakie będą konsekwencje wykonania tego tatuażu. W końcu będę miała go do końca życia. To znaczy, chyba będę go mogła usunąć, ale słyszałam o tym, że to strasznie bolesne. Teraz to już drżałam.
- Hej, uspokój się. Wszystko będzie dobrze - obiecał owy Henry. Wydawał się być naprawdę sympatyczny - Może masz do mnie jakieś pytania, co?
Nie musiał długo czekać, aż zadałam mu pierwsze z nich. Właściwie to zalałam go masą pytań, ale na każde z nich udzielił mi odpowiedzi. Kiedy już się wszystkiego dowiedziałam, znowu byłam optymistycznie nastawiona do sytuacji. Dlatego już po pięciu minutach siedziałam na kanapie i tłumaczyłam, jaki miał być mój tatuaż. Po parunastu minutach wspólnie wszystko ustaliliśmy. Śliczny napis "Remember" na karku.
Zajęłam miejsce na krzesełku i z niecierpiętliwością czekałam, aż ten cały proces się zacznie. Louis przyklęknął koło mnie i nie puszczając mojej ręki, obserwował poczynania tatuażysty. Henry popsikał mi czymś dziwnym skórę, gdzie miała znajdować się moja pierwsza dziara. Otarł miejsce ręcznikiem papierowym i posmarował jakąś maścią, by potem przyłożyć kalkę hektograficzną. Następnie podniósł do ręki dziwną maszynę i przyłożył mi ją do karku, uprzednio zdążył mnie jeszcze uprzedzić, że mogę poczuć w tym miejscu nieprzyjemne drapanie lub swędzenie.
***
- W sumie nie było to takie straszne, jak sobie wyobrażałam. Chociaż strasznie denerwuje ten papier, który jest na tatuażu - poskarżyłam się. To naprawdę było strasznie irytujące. Zwłaszcza, że miałam świadomość, że muszę wytrzymać z nim jeszcze dwie godziny, bo inaczej może się wdać jakaś infekcja, czy coś w tym rodzaju.
Dodatkowo w najbliższym czasie nie mogłam się opalać, czy chodzić na basen. Tatuaż mógłby po prostu wyblaknąć. Do tego wszystkiego musiałam go smarować maścią, ale pomóc mi w jego pielęgnacji obiecał mi Louis. On był w tym wszystkim trochę bardziej obeznany.
- Nie przesadzaj i tak nie jest tak źle, bo masz go nosić tylko dwie godziny. Na pocieszenie mogę cię zaprosić na jakieś ciastko, czy kawę. Na co masz ochotę?
- Na lody czekoladowe. A może truskawkowe? Nie chyba jednak czekoladowe...
Roześmiani ruszyliśmy w stronę samochodu, który stał zaparkowany po przeciwnej stronie ulicy. Louis powiedział, że musi jeszcze załatwić coś w okolicy i spytał, czy mogłabym na niego poczekać jakieś dwadzieścia minut w samochodzie. Zaproponowałam mu, że pójdę z nim, ale on szybko odmówił. Pospiesznie wręczył mi klucze od auta i podał mi je. W tym momencie zostaliśmy zaczepieni przez jakieś dwie dziewczyny.
- Hej! Louis zrobisz sobie z nami zdjęcia?! - powiedziała jedna z nich. Miała długie ciemne włosy, które falami spływały po jej ramionach. Miała na sobie brązowe legginsy i beżowy sweter, który był na nią przynajmniej o dwa rozmiary za duży. Całej stylizacji dopełniały botki, których kolor idealnie pasował do sweterka, i brązowa torba z frędzelkami.
Ta dziewczyna z pewnością była odrobinę odważniejsza od tej drugiej, która stała z boku. Albo była onieśmielona towarzystwem swojego idola, albo była po prostu nieśmiała. Ona jednak była równie ładna, co jej przyjaciółka. Miała krótkie miedziane włosy, które nie dosięgały jej nawet do ramion. Ubrana była w białą sukienkę przed kolano i czarną skórzaną kurtkę. Do tego założyła czarne balerinki. Normalnie taka stylizacja nie spodobałaby mi się, ale u niej wspaniale to wszystko współgrało.

Zastanawiałam się, jak na to pytanie odpowie. Byliśmy parą, ale Louis nie chciał, aby media się o tym dowiedziały. Właściwie to wytwórnia i reszta bandy nie pozwalała nam ujawnić się światu. Mogliśmy się pokazywać razem, bo wygrałam konkurs. Nie mogliśmy powiedzieć, że się spotykamy, bo to mogłoby źle wpłynąć na wizerunek chłopaków. Dlatego byłam zaskoczona, że ścisnął moją dłoń i odpowiedział:
- Spotykamy się od niedawna.
Dziewczyny wydawały się być odrobinę zaskoczone, ale życzyły nam szczęścia, co było z ich strony bardzo miłe. Potem spytały się, czy mogą o tym powiedzieć swoim przyjaciółką, które też są fankami One Direction. Mój chłopak jednak nie zgodził się i poprosił o dyskrecję. To on chciał o tym powiedzieć. Obiecał jeszcze dziewczyną, że zrobi to w najbliższym czasie. Potem się rozstaliśmy.
- Powiedziałeś to...
Chłopak uśmiechnął się w moją stronę i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Zdążył jeszcze powiedzieć, że zaraz wraca, i już go nie było. A ja stałam na środku chodnika i nie mogłam się poruszyć. Nadal byłam zaskoczona tym, że on to powiedział. Nie było to jeszcze "oficjalne oświadczenie", ale i tak znaczyło dla mnie bardzo dużo.
***
Drzwi od strony kierowcy się otworzyły i miejsce koło mnie zajął Louis. W rękach trzymał jakiś mały pakunek. Byłam ciekawa, co znajduje się w środku, ale odrobinę wstydziłam się zapytać o to. Nie chciałam, żeby zaliczył mnie do wścibskich dziewczyn.
W samochodzie panowała cisza, jak makiem zasiał. Chłopak nie odpalał samochodu i staliśmy wciąż pod jakimś supermarketem. Ludzie przechodzili koło auta, ale nie zwracali na nas najmniejszej uwagi. Nerwowo kiwałam się na siedzeniu.
- Mam coś dla ciebie - przerwał tę nieznośną ciszę chłopak - Wiem, że zepsułaś swoją komórkę...
- Ty mi ją popsułeś - przerwałam mu ze śmiechem.
- Kazałaś mi ją podać do ciebie, więc ci ją podałem - odbił piłeczkę.
- Nie kazałam ci nią rzucać!
Oboje byliśmy przez cały czas uśmiechnięci. Nie potrafiliśmy być po prostu poważni przy tak błahej sprawie. No może nie takiej błahej, bo komórka kosztowała mojego ojczyma trochę kasy, ale jakie to ma za znaczenie.
- To ty jej nie złapałaś. Zresztą nie ważne. Chodzi o to, że mam dla ciebie nowy. Chcę, żebyś go przyjęła.
Nie czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony, wyjął z pudełeczka czarny telefon. Nie musiałam długo myśleć nad tym, jaki to jest model. Mój ojczym miał ten sam telefon, więc od razu go rozpoznałam. Kto nie poznał był najnowszego modelu iPhone'a?
- Nie mogę tego zrobić...
- Twierdzisz, że to ja zepsułem ci twoją starą komórkę. Potraktuj to po prostu jako zadośćuczynienie.
Zaprzeczyłam ruchem głowy. Nie mogłam tego zrobić. Nie wystarczyło mu to, że zaledwie parę dni temu kupił mi tę śliczną sukienkę, której nie miałam jeszcze okazji założyć? Czułabym się głupio przyjmując od niego kolejny podarunek.
- Nie chcę, żebyś myślał, że jestem z tobą ze względu na to, co robisz. Czy przez wzgląd na to, ile masz pieniędzy. Jestem z tobą, bo cię lubię.
- Wiem to - odrzekł Louis i zbliżył się do mnie. Do ręki wepchnął mi opakowany w przeróżne folie telefon i nachylił się, żeby wyszeptać mi do ucha - Dlatego też chcę, żebyś przyjęła ten głupi telefon.
***
Leżałam na łóżku kończąc czytanie książki Sparksa. Jedynie wątłe światło lampki nocnej oświetlało pokój, dlatego czasem z trudnością przychodziło mi odczytywanie kolejnych linijek powieści. Nie chciałam jednak zapalać normalnego światła, bo gdyby sen mnie zmorzył podczas czytania... Pokój oświetlony byłby przez całą noc, bo byłabym zbyt leniwa, żeby zgasić światło.
Od fascynującej lektury oderwał mnie dzwonek mojego nowego telefonu. Nie zdążyłam się jeszcze przyzwyczaić do niego, a dzwonek już mnie irytował. Podniosłam jednak go ze stolika i odebrałam połączenie.
- Sprawdzam tylko, czy umiesz obsługiwać nową komórkę.
Cały Louis. W rzeczywistości pewnie nie chciało mu się do mnie ruszyć tyłka. Ale lepiej brzmi wyjaśnienie, że chce po prostu sprawdzić, czy umiem obsługiwać iPhone'a.
- Przyznaj się, że chciałeś usłyszeć mój głos, bo już się za mną stęskniłeś.
- Nie... No może troszeczkę. Jak tam tatuaż?
- Wszystko jest okej, od czasu kiedy posmarowałeś mi go obrzydliwą maścią.
Zaległa krótka cisza, podczas której zaznaczyłam stronę książki i odłożyłam ją na stoliczek nocny. Przy okazji podniosłam się też do pozycji siedzącej.
- A ty? - zapytał Lou.
- Co ja? - nie rozumiałam, o co mu chodzi.
- Stęskniłaś się już za mną?
- Przecież nie widzieliśmy się raptem... - spojrzałam na zegarek, stojący na stoliczku - Trzy godziny. Poza tym jest dwunasta w nocy. To chyba nie najlepsza pora na takie pytania.
Ostatnie słowa zagłuszyłam ziewnięciem. Nie usłyszałam jednak odpowiedzi. Chłopak rozłączył się i tyle go słyszałam. Odłożyłam iPhone'a i schowałam się pod puszystą kołdrą. Nagle w pokoju zrobiło się jakoś tak chłodniej.
Usłyszałam krótkie pukanie do drzwi. Zdziwiona zaprosiłam mojego nocnego gościa do pokoju. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że to Tomlinson postanowił mnie odwiedzić. Przysiadł na skraju mojego łóżka.
- Nie mogę usnąć - oznajmił mi spokojnym tonem.
- Przykro mi z tego powodu, ale nie wiem, w jaki sposób mogłabym ci w ten sposób pomóc.
Louis spojrzał na mnie i uśmiechnął się znacząco. Ja i tak nie wiedziałam, o co może mu chodzić.
- Mógłbym spać z tobą?
Zaśmiałam się. Myślałam sobie, że on po prostu żartuje. Jednak on był całkowicie poważny.
- Nie masz pięciu lat. Poza tym będziesz się rozpychać - zaprotestowałam.
- Obiecuję, że nie będę!
Przewróciłam oczami, ale podniosłam delikatnie kołdrę do góry. Zgodziłam się tym samym, żeby spędził ze mną całą noc.
- Okej.
Nie musiałam powtarzać tego dwa razy. Louis od razu wskoczył pod kołdrę i położył się obok mnie. Przyciągnął mnie do siebie blisko i schował swoją twarz moich włosach. Automatycznie wtuliłam się w jego tors, zaciągając przy tym pięknym zapachem jego perfum.
- Wykorzystujesz sytuacje - powiedziałam z niesmakiem.
- Wiem, ale nie posunę się dalej, niż byś sobie tego życzyła.
Rozdział znowu pojawia się późno. Pod poprzednim rozdziałem pojawiła się prośba, żeby rozdziały pojawiały się co tydzień. Im więcej komentarzy, tym większa motywacja, żeby się pojawiały ;) Dziękuje Natalii Małyskiej za nominacje do Libster Award. Doceniam to i dużo to dla mnie znaczy, ale raczej nie będę się w to "bawić". Mam nadzię, że zrozumiesz :)