- Louis, mylisz się - nie kochasz mnie. Jesteś pijany i nie potrafisz odróżnić prawdziwej miłości od zwykłego pożądania. Poza tym znamy się od niecałego miesiąca, nie mówiąc o tym, ile się spotykamy. O ile można to nazwać spotykaniem się, bo jakoś nigdzie razem nie wychodzimy.
Wypowiadanie każdego pojedynczego słowa było dla mnie bolesne, bo wiedziałam, jak bardzo one go zranią. Nie chciałam jednak, żeby nazywał swoje uczucia, bo dawał mi nadzieję. Nadzieję na to, że nasz związek przetrwa dłużej niż wakacje, a ja nie byłam tego taka pewna. Dlatego wolałam cieszyć się chwilą, a o przyszłości myśleć z lekkim przymrużeniem oka.
Czy go kochałam? A co osiemnastoletnia dziewczyna może wiedzieć o miłości? Nie miałam z tym uczuciem żadnych dobrych skojarzeń, bo moi rodzice ciągle powtarzali, jak bardzo się kochają. Jednak, pomimo tej miłości, rozstali się. Nauczyłam się, że to po prostu nietrwałe uczucie, które niesie ze sobą wiele bólu i cierpienia. Na przykładzie mojej siostry odkryłam też, że nie ma gorszego uczucia niż złamane serce.
- Wbrew pozorom nie jestem pijany aż tak. Kto jak kto, ale ty doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Z jakiegoś nieznanego powodu wzbraniasz się przed tym uczuciem. Próbujesz wyznaczyć jakieś zasady, które polegają na tym, że nie mogę ci tego powiedzieć teraz, ale za jakiś rok będę mógł to zrobić, bo wtedy będziemy znali się lepiej. To wcale nie na tym polega, Nina. W pierwszej chwili, kiedy spojrzałem w twoje oczy i zobaczyłem ten błysk, który widzę nawet teraz... Wiedziałem, że będziesz dla mnie kimś ważnym.
Wypowiadanie każdego pojedynczego słowa było dla mnie bolesne, bo wiedziałam, jak bardzo one go zranią. Nie chciałam jednak, żeby nazywał swoje uczucia, bo dawał mi nadzieję. Nadzieję na to, że nasz związek przetrwa dłużej niż wakacje, a ja nie byłam tego taka pewna. Dlatego wolałam cieszyć się chwilą, a o przyszłości myśleć z lekkim przymrużeniem oka.
Czy go kochałam? A co osiemnastoletnia dziewczyna może wiedzieć o miłości? Nie miałam z tym uczuciem żadnych dobrych skojarzeń, bo moi rodzice ciągle powtarzali, jak bardzo się kochają. Jednak, pomimo tej miłości, rozstali się. Nauczyłam się, że to po prostu nietrwałe uczucie, które niesie ze sobą wiele bólu i cierpienia. Na przykładzie mojej siostry odkryłam też, że nie ma gorszego uczucia niż złamane serce.
- Wbrew pozorom nie jestem pijany aż tak. Kto jak kto, ale ty doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Z jakiegoś nieznanego powodu wzbraniasz się przed tym uczuciem. Próbujesz wyznaczyć jakieś zasady, które polegają na tym, że nie mogę ci tego powiedzieć teraz, ale za jakiś rok będę mógł to zrobić, bo wtedy będziemy znali się lepiej. To wcale nie na tym polega, Nina. W pierwszej chwili, kiedy spojrzałem w twoje oczy i zobaczyłem ten błysk, który widzę nawet teraz... Wiedziałem, że będziesz dla mnie kimś ważnym.
Natomiast, jeśli chodzi o randki... Przykro mi, że nie mogę cię zaprosić na randkę do kina, tak jak robią to pary w naszym wieku. Nie mogę zaproponować ci zwykłego wyjścia na kręgle. Jestem, kim jestem i bardzo mi przykro, ale nie mogę tego zmienić. Bo nawet, jeśli są momenty, kiedy zaczynam wątpić w to, czy poradzę sobie z tą całą sławą i myślę nad tym, że znowu chciałbym być zwykłym chłopakiem, który odkłada kasę na samochód, żeby wozić swoją dziewczynę; to potem dajemy koncert i... Myślę wtedy o tym, że naprawdę kocham to, co robię i nie potrafiłbym z tego zrezygnować.
- Nie o to mi chodzi. Naprawdę to rozumiem...
Nie mogłam jednak wytłumaczyć, co mną kierowało, bo on uśmiechnął się delikatnie, co bardziej przypominało mi grymas, i kartą otworzył drzwi do apartamentu, w którym po chwili zniknął. Bez żadnego "dobranoc", czy innych słodkich słówek. Musiał być bardzo zawiedziony, a może nawet i zły.
Nie widziałam sensu, żeby stać na środku korytarza, więc po chwili poszłam w jego ślady i weszłam do pokoju. Byłam zmęczona, bo był to długi dzień, ale przed snem musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Myślałam też o gorącej kąpieli, ale ten pomysł odpadał, bo łazienka posiadała prysznic.
Szarpnęłam za klamkę drzwi prowadzących na taras, bo jak się wcześniej przekonałam miały one zwyczaj zacinać się. Z zamkniętymi oczami wyszłam na taras i zaczerpnęłam głęboki wdech świeżego powietrza. Oczyściło one umysł i uspokoiło skołatane nerwy. Od razu poczułam się lepiej.
Czując poprawę, otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół siebie. Na wprost znajdował się basen, wokół którego poustawiana była duża ilość leżaków. W tafli wody odbijało się światło księżyca. Zdecydowanie był to przepiękny widok.
Kiedy odwróciłam głowę w prawo, zorientowałam się, że na balkonie obok ktoś stoi i obserwuje mnie od dłuższego czasu. Było dosyć ciemno, bo jedynym źródłem światła był księżyc, który jaśniał nad naszymi głowami. Zdołałam jednak rozpoznać chłopaka, który jeszcze parę minut temu wyznawał mi miłość.
Louis wpatrywał się we mnie, jakby oczekując na to, aż coś powiem. Nie pospieszał mnie jednak, tylko spokojnie czekał na to, aż ja wykonam jakiś ruch. Problemem było to, że nie miałam zielonego pojęcia, co powinnam w tej sytuacji zrobić. Nie wystarczyło powiedzenie zwykłego "przepraszam". On naprawdę poczuł się zraniony tym, że w żaden sposób nie odpowiedziałam na jego wyznanie.
Przeczuwając, że zapowiada się na to, że będę długo opowiadać, dlaczego postąpiłam tak, a nie inaczej; podsunęłam sobie leżak, który stał oparty o ścianę budynku. Przysiadłam na nim i z przymrużonymi powiekami, zaczęłam opowiadać. Starałam się nie zwracać uwagi na to, jak uważnie jestem obserwowana.
- Wystraszyłam się. Nawet nie wiesz, jak mocno wystraszyłeś mnie swoim wyznaniem. Nigdy nie byłam zakochana, więc chyba za bardzo nie wiem, co oznacza to uczucie. Wiem tylko, że twoim wyznaniem zrobiłeś mi nadzieję, że będziemy razem nawet, kiedy przestaniemy się widywać codziennie. Boję się tego, że po zakończeniu wakacji nasz kontakt się po prostu urwie. A nie zniosłabym rozstania, jeśli pozwoliłbyś mi się w tobie zakochać. Już jesteś ważny w moim życiu, a nie jestem pewna, czy to, co do ciebie czuję, to właśnie miłość. Więc co się stanie, gdy przekonam się o tym, jak mocno cię kocham? Nie pozbierałabym się, jeśli musielibyśmy się rozstać.
Poza tym nie mam dobrych wspomnień z miłością. Moi rodzice potrafili powtarzać każdego pojedynczego dnia to, jak mocno się kochają. Mój tata ciągle mówił mi i Klarze, że nie potrafiłby żyć bez nas, bo tak mocno nas kocha. A jednak zostawił nas z matką. Nie zawalczył o to, żeby mógł widywać się z nami przynajmniej w weekendy. Zostawił nas z matką i uciekł za granicę do pracy. Ale pomimo wszystkiego to nie boli najbardziej. Najboleśniejszy jest fakt, że nie rozmawiałam z nim od rozwodu. Nie próbował się nawet z nami skontaktować, żeby zapytać o to, jak sobie radzimy. To właśnie boli najbardziej.
Dlatego właśnie się wystraszyłam. Przez to wszystko nauczyłam się, że jedyną stałą cechą miłości jest to, że jest niestała. Nie jestem pewna, więc czy i ty kiedyś po prostu nie zostawisz mnie... Dużo łatwiej byłoby mi cieszyć się tym, że jesteśmy razem bez określania uczuć. Bo ja chyba nie chcę nikogo kochać w obawie, że mogłabym kiedyś przestać...
Otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że mój chłopak przeskakuje przez murek, który oddzielał nasze balkony od siebie.
- Teraz już rozumiem, co czujesz. Faktycznie, mogłem odstraszyć cię swoim wyznaniem, ale nie pomyślałem o tym. Chciałem ci po prostu powiedzieć, co do ciebie czuję. Ale w porządku. Rozumiem, że jak na razie nie potrafisz zaufać mi na tyle, żeby mnie pokochać. Ja też długo nie potrafiłem zaakceptować moich uczuć do Eleanor. - Słysząc jej imię zastygłam w bezruchu, Louis jednak tego nie zauważył, albo po prostu nie zwrócił na to uwagi. - Musisz jednak przekonać się o tym, że miłość nie boli. To jedno z najpiękniejszych uczuć, jakich doświadczyłem. Obiecuję ci to pokazać i udowodnić. Nigdzie mi się nie spieszy, więc mamy całkiem sporo czasu.
To wyznanie z jego strony, akceptacja tego, że nie potrafię jeszcze pokochać go tak jak on mnie - to wszystko wiele dla mnie znaczyło. Wiedziałam już, dlaczego to właśnie on został moim pierwszym chłopakiem. Był dla mnie idealny, wręcz odnosiłam wrażenie, że nie zasługuję na kogoś takiego jak on. W dodatku był we mnie zakochany, co sam przyznał.
Zranił mnie jednak fakt, że nie byłam jego pierwszą miłością. Tak bardzo chciałam dzielić z nim to, co dzieliła z nim Eleanor - obustronną miłość. Jednak jak na razie nie byłam na to gotowa, a byłam pewna, że wspominanie na każdym kroku o jego byłej miłości, z pewnością nie pomoże mi pozwolić sobie na zakochanie się w nim.
- Harry, nie bawisz się przypadkiem za dobrze? - Paul wydawał się być sarkastyczny, ale jakoś nie umiałam rozgryźć tego, czy jest poważny, czy bawią go występki chłopaków.
Louis wpatrywał się we mnie, jakby oczekując na to, aż coś powiem. Nie pospieszał mnie jednak, tylko spokojnie czekał na to, aż ja wykonam jakiś ruch. Problemem było to, że nie miałam zielonego pojęcia, co powinnam w tej sytuacji zrobić. Nie wystarczyło powiedzenie zwykłego "przepraszam". On naprawdę poczuł się zraniony tym, że w żaden sposób nie odpowiedziałam na jego wyznanie.
Przeczuwając, że zapowiada się na to, że będę długo opowiadać, dlaczego postąpiłam tak, a nie inaczej; podsunęłam sobie leżak, który stał oparty o ścianę budynku. Przysiadłam na nim i z przymrużonymi powiekami, zaczęłam opowiadać. Starałam się nie zwracać uwagi na to, jak uważnie jestem obserwowana.
- Wystraszyłam się. Nawet nie wiesz, jak mocno wystraszyłeś mnie swoim wyznaniem. Nigdy nie byłam zakochana, więc chyba za bardzo nie wiem, co oznacza to uczucie. Wiem tylko, że twoim wyznaniem zrobiłeś mi nadzieję, że będziemy razem nawet, kiedy przestaniemy się widywać codziennie. Boję się tego, że po zakończeniu wakacji nasz kontakt się po prostu urwie. A nie zniosłabym rozstania, jeśli pozwoliłbyś mi się w tobie zakochać. Już jesteś ważny w moim życiu, a nie jestem pewna, czy to, co do ciebie czuję, to właśnie miłość. Więc co się stanie, gdy przekonam się o tym, jak mocno cię kocham? Nie pozbierałabym się, jeśli musielibyśmy się rozstać.
Poza tym nie mam dobrych wspomnień z miłością. Moi rodzice potrafili powtarzać każdego pojedynczego dnia to, jak mocno się kochają. Mój tata ciągle mówił mi i Klarze, że nie potrafiłby żyć bez nas, bo tak mocno nas kocha. A jednak zostawił nas z matką. Nie zawalczył o to, żeby mógł widywać się z nami przynajmniej w weekendy. Zostawił nas z matką i uciekł za granicę do pracy. Ale pomimo wszystkiego to nie boli najbardziej. Najboleśniejszy jest fakt, że nie rozmawiałam z nim od rozwodu. Nie próbował się nawet z nami skontaktować, żeby zapytać o to, jak sobie radzimy. To właśnie boli najbardziej.
Dlatego właśnie się wystraszyłam. Przez to wszystko nauczyłam się, że jedyną stałą cechą miłości jest to, że jest niestała. Nie jestem pewna, więc czy i ty kiedyś po prostu nie zostawisz mnie... Dużo łatwiej byłoby mi cieszyć się tym, że jesteśmy razem bez określania uczuć. Bo ja chyba nie chcę nikogo kochać w obawie, że mogłabym kiedyś przestać...
Otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że mój chłopak przeskakuje przez murek, który oddzielał nasze balkony od siebie.
- Teraz już rozumiem, co czujesz. Faktycznie, mogłem odstraszyć cię swoim wyznaniem, ale nie pomyślałem o tym. Chciałem ci po prostu powiedzieć, co do ciebie czuję. Ale w porządku. Rozumiem, że jak na razie nie potrafisz zaufać mi na tyle, żeby mnie pokochać. Ja też długo nie potrafiłem zaakceptować moich uczuć do Eleanor. - Słysząc jej imię zastygłam w bezruchu, Louis jednak tego nie zauważył, albo po prostu nie zwrócił na to uwagi. - Musisz jednak przekonać się o tym, że miłość nie boli. To jedno z najpiękniejszych uczuć, jakich doświadczyłem. Obiecuję ci to pokazać i udowodnić. Nigdzie mi się nie spieszy, więc mamy całkiem sporo czasu.
To wyznanie z jego strony, akceptacja tego, że nie potrafię jeszcze pokochać go tak jak on mnie - to wszystko wiele dla mnie znaczyło. Wiedziałam już, dlaczego to właśnie on został moim pierwszym chłopakiem. Był dla mnie idealny, wręcz odnosiłam wrażenie, że nie zasługuję na kogoś takiego jak on. W dodatku był we mnie zakochany, co sam przyznał.
Zranił mnie jednak fakt, że nie byłam jego pierwszą miłością. Tak bardzo chciałam dzielić z nim to, co dzieliła z nim Eleanor - obustronną miłość. Jednak jak na razie nie byłam na to gotowa, a byłam pewna, że wspominanie na każdym kroku o jego byłej miłości, z pewnością nie pomoże mi pozwolić sobie na zakochanie się w nim.
***
25 lipiec, Czwartek
Po całym dniu spędzonym na opalaniu się przy hotelowym basenie, który dostępny był tylko dla gości hotelu, więc nie było możliwości, żeby przeszkodzili mi fanki One Direction; z ulgą przyjęłam wiadomość, że nadeszła pora obiadowa. Była już bardzo głodna, więc jako pierwsza wróciłam do pokoju, żeby zmienić swoje bikini na jakąś letnią sukienkę.
Stałam nad walizką dobre piętnaście minut zanim zdecydowałam się założyć białą sukienkę na ramiączka, która sięgała mi do kolan. Przepasałam ją czarną wstążką w pasie i założyłam na to jeansową kurtkę, bo obawiałam się, że w jej samej byłoby mi po prostu za zimno, zważywszy na fakt, że w całym hotelu klimatyzacja chodziła na dosyć wysokich obrotach. Dziękowałam sobie za to, że wzięłam ją ze sobą z domu, bo była dosyć zwiewna, więc nie musiałam obawiać się, że mimo wszystko przy obecnej temperaturze się ugotuję. Wsunęłam jeszcze stopy w czarne balerinki i wyszłam z pokoju.
Przez cały dzień nie widziałam się z chłopakami. Zaspałam na śniadanie, bo całą wczorajszą noc przesiedziałam na tarasie razem z Lou. Do łóżka położyłam się dopiero o szóstej rano, natomiast obudziłam się o godzinie dwunastej. Kiedy się obudziłam czekał na mnie SMS od mojego chłopaka, z którego dowiedziałam się, że chłopaki wyszli na próbę dźwiękową i wrócą do hotelu dopiero koło szesnastej. Umówiłam się z nimi, że zaczekam na nich i razem coś zjemy.
Miał być to pierwszy posiłek tego dnia, więc do restauracji dotarłam prawie w biegu. Na progu powitała mnie kobieta w średnim wieku, która szybko zeskanowała moją kartę i życzyła mi smacznego. Byłam pewna, że dokładnie mi się przyjrzała, ponieważ pojawiłam się dziś sama, podczas gdy jeszcze na wczorajszy obiad przyszłam w towarzystwie piątki przystojnych chłopaków. Nawet, jeśli ich nie znała, to i tak zwróciła na nich uwagę ze względu na ich wygląd.
Rozejrzałam się po całej restauracji w poszukiwaniu któregoś z nich, ale wydawało się to praktycznie niemożliwe, bo pomieszczenie było przepełnione przez ludzi. Zrobiłam dwa okrążenia wokół sali i ludzie zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć, nim zlokalizowałam stolik, przy którym siedział Zayn.
Nie chciałam podejść tam, bo z pewnością musielibyśmy wtedy przeprowadzić jakąś konwersację, a tego nie chciałam ani ja, ani już z pewnością on. Nie miałam jednak innego wyjścia, bo nie wiedziałam, kiedy do stolika wróci reszta.
Przybrałam pokerową twarz i szybkim krokiem ruszyłam w stronę stolika. Malik zauważył mnie dopiero w momencie, kiedy zajmowałam miejsce dokładnie naprzeciw niego. Chłopak podniósł na mnie swój wzrok, który do tej pory bacznie obserwował wzór obrusu.
- Cześć - powiedziałam najoschlej, jak potrafiłam. Nie chciałam być niemiła, ale nie potrafiłam ukryć tego, że jego wczorajsze słowa bardzo mnie zraniły. Byłam pewna, że nie był pijany. Zresztą to nie miało znaczenie, bo nawet jeśli było, to i tak nie powinien był tego zrobić.
- Hej.
Zapadła krępująca cisza, której prawdopodobnie żadne z nas nie zamierzało przerwać. Tak było dobrze, nawet jeśli było trochę niezręcznie. Lepsze było jednak to, niż głupia wymiana zdań o błahych rzeczach. Tak jakby wczorajsza rozmowa między nami nie miała miejsca.
Nie zamierzałam wyciągać telefonu, bo wiedziałam, że to by było już niegrzeczne z mojej strony. Jakoś przez tę stresującą sytuacje zupełnie ode chciało mi się jeść. Mimo tego podniosłam się z krzesła, żeby podejść do bufetu, aby coś dla siebie wybrać. Zatrzymał mnie jednak Zayn, który złapał moją dłoń. Gestem poprosił, żebym ponownie usiadła.
- Nie powinienem był tego powiedzieć. Zdaję sobie sprawę, że mogło cię to zaboleć. Wszyscy wiemy, jak bardzo on cierpiał przez Eleanor i żaden z nas nie chce, żeby taka sytuacja miała miejsce ponownie. Nikt nie powie jednak tego na głos, bo wszyscy za bardzo cię polubili. Czułem się w obowiązku, żeby to powiedzieć.
- Masz na myśli, że mnie nie lubisz? - spytałam, a na mojej twarzy pojawił się grymas. Czy tego chciał, czy nie - znowu mnie ranił swoimi słowami.
Zmarszczył brwi, jakby nie rozumiał do końca, o co mi teraz chodzi. Kiedy jednak zdał sobie sprawę z tego, jak zabrzmiały jego słowa, na jego twarzy pojawił się wyraz zakłopotania. Chyba nie do końca przemyślał te "przeprosiny". Musiały być spontanicznym pomysłem.
- To nie miało zabrzmieć w ten sposób. Bardzo cię przepraszam. - Jego wypowiedź została przerwana przez pojawienie się Niall'a, który odłożył na stół filiżankę ciepłej herbaty i pociągnął mnie za sobą w stronę bufetu.
Każde nas wzięło sobie biały talerz, aby na nim nałożyć sobie wszystko, na co tylko mieliśmy ochotę. Mój głód powrócił ze zdwojoną siłą i z trudem powstrzymałam się przed rzuceniem na to jedzenie, na którego widok ślina sama ciekła.
- Wszystko w porządku? - spytał chłopak, kiedy zaczęłam nakładać na swój talerz surówkę, która wyglądała co najmniej dziwnie, ale apetycznie. W jego głosie słyszałam autentyczną troskę.
- Co masz na myśli?
Przesunęłam się w kolejce i zaczęłam nakładać na talerz kolejne przysmaki. Wiele z tych potraw nie potrafiłabym nawet nazwać, ale to tylko wydawało się być bardziej fascynujące. Chciałam spróbować jak najwięcej nowych rzeczy, podczas trwania tych wakacji.
- Mam na myśli to, że wydawałaś się być strasznie spięta, kiedy rozmawiałaś z Zaynem. Dlatego chciałbym wiedzieć, czy na pewno wszystko w porządku.
- Jak najbardziej - powiedziałam, posyłając mu słodki uśmiech. Nienawidziłam kłamać, a tym bardziej osobom, którym ufam. Jednak nie mogłam powiedzieć, co usłyszałam od jego przyjaciela. Wiedziałam bowiem, że Niall nie potrafiłby trzymać języka za zębami, kiedy wiedziałby coś, o czym powinien wiedzieć mój chłopak, i od razu pobiegłby z tą informacją do niego.
Naprawdę go lubiłam, ale nie mogłam pozwolić na to, żeby Louis się o tym dowiedział. Byłam pewna, że nie skoczyłoby się to najlepiej, bo on mógłby się zdenerwować na Malika za jego bezpodstawne oskarżenie i w najlepszym przypadku - zakończyłoby się to tylko kłótnią. Nie chciałam być powodem ich sporu, dlatego wolałam siedzieć cicho i poradzić sobie z tą sprawą.
***
- Moglibyście w końcu się przygotować do koncertu? Chciałbym tylko powiedzieć, że występujecie za jakieś piętnaście minut. Moglibyście wziąć przykład z Zayna. On jako jedyny siedzi na tyłku i przygotowuje się do występu.
Paul poganiał wszystkich, żeby bardziej zmobilizowali się do pracy. Próbował też uspokoić chłopaków, którym najwyraźniej adrenalina uderzyła do głowy. Harry poruszał się na segway'u razem z czteroletnim synkiem jego przyjaciółki, którą zaprosił za kulisy. Niall i Louis stali przed lustrem, tańcząc jakiś dziwny taniec. Bardziej odpowiednie byłoby słowo, że kręcili biodrami do piosenki, która z pewnością stałaby się letnim hitem, gdyby nakręcić do niej ich taniec. Natomiast Liam... Liam próbował założyć spodnie, ale jakoś nie udawało mu się to, bo za mocno skupiony był na tym, co wyprawia Tomlinson z Horanem. Fakt, że przebiera się przy sporej ilości ludzi wydawał mu się w ogóle nie przeszkadzać. Pewnie się już do tego przyzwyczaił.
- Nie mogę narzekać. Jest naprawdę okej.
Chłopak albo nie zrozumiał aluzji, albo po postu chciał jeszcze bardziej zdenerwować Higginsa. Jednak, jeśli miałabym zgadywać, obstawiałabym opcję numer dwa.
Mężczyzna posłał chłopakowi tak mrożące spojrzenie, że gdybym ja była na jego miejscu, natychmiast wykonałabym każde jego polecenie. Nawet jeśli wiązałoby się ono z porzuceniem tak świetnej zabawy, jaką była jazda segway'em.
Chłopak powiedział jednak coś małemu na ucho i już po chwili uciekali oni wzdłuż korytarza. Na szczęście ostrzegali wszystkich, żeby zeszli im z drogi, więc szansa na to, że coś mogłoby się komuś stać była naprawdę minimalna.
Higgins przeklął pod nosem i pospiesznie ruszył za nimi. Osobiście zaczynałam mieć wątpliwości, co do tego, czy ten koncert się odbędzie, ale dla wszystkich wydawało się być to zupełnie normalnie. Nigdy jeszcze nie byłam z chłopakami zza kulisami przed koncertem, więc nie wiedziałam, czy właśnie tak jest zawsze. Poznawałam ich od zupełnie innej strony, co wydawało mi się fantastyczne. Właśnie dzięki temu, że byłam zza kulisami dowiadywałam się tak dużo nie tylko o sławie, koncercie, ale i o nich.
Ponieważ straciłam z oczu Harry'ego, którego do tej pory obserwowałam, przeniosłam swój wzrok na Payne'a. W końcu udało mu się założyć spodnie, z czego wydawał się być bardzo zadowolony. Spojrzał na swoją komórkę, która leżała na jednym ze stolików. Odniosłam wrażenie, że chciał do kogoś napisać, czy zadzwonić, ale po chwili się rozmyślił i zagadał przechodzącą koło niego dziewczynę, która jak mi się wydawała miała coś wspólnego z oświetleniem sceny.
Kontem oka zerknęłam na Zayna, który ciągle siedział na kanapie i trzymał w swojej dłoni pilota od wieży, z której wydobywała się do muzyka. Kiedy upewniłam się, że jest wystarczająco zamyślony i nie zwróci na mnie uwagi, spojrzałam na niego. Właśnie wtedy ocknął się z zadumy i spojrzał wprost na mnie. Czując się przyłapana na gorącym uczynku, spojrzałam w stronę mojego chłopaka.
Ze śmiechem obserwowałam, jak pokazuje Niallowi kolejny krok, który bardzo skojarzył mi się z tańczeniem macareny. Jednak ten widok był niezapomniany. Kiedy wybuchłam śmiechem, Louis odwrócił się i podłapał moje spojrzenie. Zaczerwieniłam się, kiedy spojrzał na mnie wyzywająco i palcem nakazał mi do niego podejść. Zemsta za mój śmiech.
Jak poprosił, tak zrobiłam. Podbiegłam i stanęłam do niego tyłem, oczekując na moją karę. Położył swoje dłonie na moich biodrach, a mnie po plecach przeszły ciarki. Poczułam się dosłownie tak, jakbym zostałam porażona prądem i z trudem udało mi się zachowywać tak, jakby nie było to coś wielkiego.
Rozpoczęła się kolejna piosenka, a Louis zaczął poruszać moimi biodrami na prawo i lewo. Kołysałam się tak szybko, że odnosiłam wrażenie, że znajduję się na jakiejś karuzeli. Wybuchłam śmiechem, a mój chłopak wynagrodził mi to obrotem wokół własnej osi. Po czym wrócił do swojej, jakże dla mnie przyjemnej, tortury. Tym razem jednak zaczął mnie łaskotać, a ja upadłam ze śmiechu na ziemie, ciągnąc za sobą Lou, który wylądował dosłownie na mnie. Nie znajdowałam się w wyjątkowo komfortowej sytuacji, ponieważ chłopak nie był za lekki.
Mimo wszystko nie przestawałam się śmiać. To właśnie dzięki niemu odzyskałam świetny humor. Szkoda tylko, że właśnie tak zastał nas Paul, który prowadził ze sobą roześmianego Harry'ego. Mężczyzna pokiwał głową, jakby nic już go nie mogło zaskoczyć.
- Macie dwie minuty - powiedział tylko, a chłopaki zebrali się w grupę.
Louis na odchodne pocałował mnie szybko w policzek i obiecał, że jak wróci, kontynuujemy to, na czym skończyliśmy. Ze śmiechem podniosłam się na nogi, kiedy chłopaki weszli na scenę, a fani zaczęli piszczeć tak głośno, że słychać ich było aż zza kulisami.
Usłyszałam dzwonek mojej komórki i rozejrzałam się po całym pomieszczeniu w jej poszukiwaniu. Leżała na krańcu stolika tuż przy misce z popcornem. Podeszłam do stolika, złapałam ją i odebrałam połączenie, łapiąc się za brzuch, który zaczął mnie boleć od ciągłego śmiechu.
- Nina?
Odrobinę zdziwił mnie głos Klary. Ostatni raz widziałyśmy się niecałe dwa dni temu, więc nie rozumiałam, co mogło się takiego wydarzyć, że musiała mi o tym powiedzieć. Jeśli nie brać pod uwagę pogorszenia stanu mamy, to chyba nic złego nie mogło się wydarzyć.
- Coś nie tak z mamą?! - pisnęłam przerażona. Dziewczyna przechodząca obok mnie spojrzała na mnie dziwnie, nie rozumiejąc ani słowa z tego, co powiedziałam.
- Nie, z mamą wszystko w porządku. To znaczy... Tu chodzi o coś zupełnie... Nie wiem, jak mam ci to powiedzieć... - jąkała. Ostatni raz kiedy to robiła, dzwoniła do mnie, żeby powiedzieć mi o chorobie mamy. O co mogło chodzić tym razem?
- Klara, nie mam pojęcia, o czym ty mówisz. Mogłabyś mi po prostu powiedzieć... - moje pytanie zostało przerwane przez nią.
- Tata wrócił do Warszawy. Spotkałam go dziś u mamy w szpitalu.
Co się właśnie dzieje? Po co mój ojciec wracałby po pół roku do Polski? Nic go tu nie trzymało. Rozwiódł się z żoną, a córki okazały się nie mieć dla niego większego znaczenia, skoro nie próbował się z nami skontaktować. Chyba że dowiedział się o chorobie matki. A nawet jeśli, to co? Nie powinno go to już obchodzić. Zdrowie mamy nie miało prawa martwić żadnego mężczyzny poza Filipem. Więc o co chodzi, do cholery, z tym jego powrotem?
Z drobnym poślizgiem, ale najważniejsze jest to, że się pojawia. Trochę się przy nim napracowałam, więc mam nadzieję, że uszanujecie to, ile pracy w niego włożyłam, i napiszecie mi, co sądzicie ;)